Prowadzimy nasze pierwsze warsztaty


Ania i Prot
Nadszedł czas, aby spotkać się z naszymi adopcyjniakami, stąd pomysł wyjazdowych warsztatów tropowych w Warszawie.

Czekając na ślad










Oczywiście nie obyło się bez problemów, nasz pierwotny plan zakładający miejsce do tropów w Kampinosie padł, bo...zima nas zaskoczyła swoim długotrwającym urokiem i Kampinos po prostu płynął. Zatem zaczęło się gorączkowe poszukiwanie miejsca na tropy - ogromnie pomogła Agnieszka Faber ze szkoły Dogadajcie się - wymieniła mi wszystkie mozliwe miejsca na tropy w Warszawie, co okazało się również skomplikowane w porównaniu z warunkami jakie mamy w Trojmieście. Po prostu trudno znaleźć mało uczęszczany skrawek zieleni w Warszawie.
Mela i Koral
Jak już ustaliłyśmy, że Kępa Potocka to jest FAJNE miejsce na tropy, rozpoczęło się gorączkowe poszukiwanie sali - i tu na pomoc przyszła Ela - gdyby nie Ela, jej cierpliwość i sto tysięcy pomysłów na miejsce zajęć, warsztaty stałyby pod znakiem zapytania. Po kilkudziesięciu telefonach do proponowanych miejsc słyszałam tylko: nie, z psami nie, tyle osób nie, z psami nie, tylko w niedzielę, tylko od 14 w sobotę, z psami nie...plus chorendalne stawki. I ostatni pomysł Eli - dzwoń do Coco de Oro...dzwonię zrezygnowana i okazuje się, że: z psami można, że sala jest na jak długo chcemy, blisko Kępy Potockiej...dobre jedzenie, pomocna i kreatywna obsługa :))
I w końcu nadszedł dzień wyjazdu do stolicy, sucze zostały u cioci Moniki czyli z czarną labradorką Mejsi, a ja Polskim Busem do Wawy. 
Późny przyjazd, nocne rozmowy z Michaliną, która mnie gościła wpłynęły na poranne wstawanie...łóżko wygodne...Melcia - moja była tymczasowiczka przytulona - ciężko się wstawało.

Karolina i Sara
Jak już spotkałam się z moimi warsztatowiczami, od razu przeszło mi spanie, był Bentley - którego wyciągnęłyśmy ze schronowej budy, była Melcia (z Radys), Sara (z leśniczówki), Koral, Prot, Vila, Lilka, Popeye i Carramba (Parson Russell Terrier), a do tego Klementyna bez Szamana, aby nie "zjadł" nam piesków (uważam, że ta opinia jest grubo przesadzona:)))

Gdy pozorant siedzi w krzakach, siedzi też na fejsie:)))
 Zaczęliśmy od prezentacji co robimy, czym zajmują się E-Posokowce w Potrzebie, co już zrobiliśmy, jak wygląda nasza opieka w domach tymczasowych etc. Kolejna prezentacja to już praca tropowa, jak wpływa na resocjalizację i relaksację psów, a na deser - komunikacja psów - temat, który poruszył warsztatowiczki i nagle okazało się, że: "mój pies ZAWSZE tak robi gdy..."
I następnie poszliśmy na tropienie, nagle okazało się, że dziewczyny gadają ze swoimi psami na śladzie, a tu przydałoby się przestać psu przeszkadzać:) Jak już pozwoliły psom pracować - okazywało się, że wszystko i wszyscy odnalezieni: przedmioty i ludzie:) 
Za każdym razem pytałam: kto tu pracuje? Ty czy pies? Psy PRZEZDOLNE, a przewodnicy szybko się uczyli, aby NIE PRZESZKADZAĆ swoim "nosom". 
Po południu zjedliśmy obiad w naszym miejscu zajęć i omówiliśmy pracę zespołów. Okazało się, że przy niektórych nagraniach źle trzymałam kamerę i dopiero na następny dzień miałam odwrócone kadry (upsss) i omawialiśmy niektóre tropy kolejnego dnia.

Kasia przed wyjściem na ślad bawi się z Vilą
Po zakończeniu dnia spotkałam się z Sybillą - ciocia Sybilla pokazała nam świat warszawskich galerii (oczywiście handlowych), odwiedziłyśmy KSIĘGARNIĘ i SKLEP DLA ZWIERZĄT (my nie jesteśmy normalne:)), dostaliśmy kilka gadżetów z Puriny, porad żywieniowych i do domu:)

Musiałam kupić Meli prezencik, dostała ode mnie kość, którą natychmiast schowała pod moją poduszką, o czym dowiedziałam się kładąc głowę na czymś...dziwnym:)

Kość w poduszce:)
 No i nastała niedziela, piękna pogoda na tropienie, po wykładach ze sposobów nagradzania psów i systemowi hamowania agresji głównie dla osób adoptujących od nas psy, poszliśmy nad Wisłę tropić.
Każdy pies miał do odnalezienia człowieka, Klementyna, która przyszła bez psa, była naszym najlepszym pozorantem, doskonale wiedziała co robić i jak nagradzać psa po jej odnalezieniu. Schowała nam się też Michalina, aby rozruszać Korala, również Kasia i Jola (oczywiście nikogo nie zostawiłyśmy w krzakach:))
Wszystkie psy w pełnym skupieniu pracowały ze swoimi opiekunami, poszukiwanie ludzi wyszło REWELACYJNIE, do tego robiliśmy polecenie: zguba i ćwiczenia na przywołanie.

Jednym z "ciekawszych" śladów miała Carramba, mała Parsonka, która miała odnaleźć Klementynę. Klementyna dostała instrukcje, aby zrobić łuk w lewo, podchodzimy do śladu, a ja z daleka widzę pozoranta PRZED NAMI...zastanawiam się, co się stało, przecież Klementyna "dobrze się chowa" i dopiero na ścieżce okazało się, że Carramba poszła w lewo i nagle zdecydowała iść prosto i odnalazła naszą "zgubę". I skąd to zamieszanie? Po lewej stronie, na swoich karimatach, pod śpiworami spali bezdomni - Klementyna postanowiła nie konkurować o miejsce, a suczka doskonale poradziła sobie z wybraniem odpowiedniego zapachu:)

Kasia i Carramba
Jestem dumna z pracy każdego psa i przewodnika, wiem, że pewne sugestie nie od razu można opanować, bo to jak jazda samochodem i pierwszy wyjazd na miasto podczas kursu na prawo jazdy:) Ale tak szybko "łapiąca" to gratka dla prowadzącego:)

Fajnie było, mam nadzieję jeszcze raz powtórzyć takie spotkanie.

Powrót do domu i informacja od Moniki: "sucze ok, Królowa na kanapie, wariatki się ciągają po podłodze" to była kwintesencja psiej przyjaźni:)


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rzecz o posokowcach - problemach i najpiękniejszych wspólnych dniach

Las SENIORitas - o psim dojrzewaniu

MOC przywołania!