Składanie puzzli w całość...

Od jakiegoś czasu obserwuję sobie psi "rynek" - od petsitterów, przedszkoli, nauki podstawowego posłuszeństwa, hoteli dla psów, szkół dla trenerów czy behawiorystów, wykładów, seminariów czy zawodów. 
Wiedza jaką zdobywają trenerzy w różnych instytucjach jest zróżnicowana i nierówna, nie ma tego JEDYNEGO "superprogramu", każdy trener dokształca się samodzielnie (jeśli w ogóle się dokształca) i uczestniczy w wybranych szkoleniach. Do jego rozwoju dochodzą spotkania z klientami, rosnące doświadczenie i trudno powiedzieć, że ktoś jest po szkole A lub B i działa metodą szkoły A lub B, bo może wypracować sobie metodę ABNowak.

Szkoleniowcy pakowani są w pewnego rodzaju RAMY - Ty szkolisz klikerem i jeździsz na szkolenia "pozytywne" i robisz tylko TO, inni używają obroży elektrycznej i kształcą się w instytucjach propagujących tę metodę. 

A może okazać się, że trener "pozytywny" (trudno określić w dzisiejszym świecie psim co to oznacza, dla mnie pozytywny oznacza  - bez używania przemocy psychicznej i fizycznej) aby zrozumieć co dzieje się z psem klienta wybierze się na seminarium ze szkoleniowcem awersyjnym, tylko po to, aby zrozumieć na czym polega problem klienta, który wcześniej wybrał się na takie tradycyjne szkolenie. Szkoleniowiec nasz obejrzy wszystkie programy z udziałem Cesara i przeczyta jego książki, czy to oznacza, że stał się awersyjny?

Czy udział w danym szkoleniu czy wykładzie oznacza, że od teraz trener - nazwijmy go Nowak - będzie pracował tylko jak Capra czy tylko jak Dunbar i zapomni o czym mówiła Amber Batson? 

Faktem jest, że 2-3 dniowe szkolenie z danym ekspertem daje nam tylko wycinek jego wiedzy i może spowodować, że zagłębimy się w dany nurt lub też nie. 
Szkolenie na trenera psów złożone z 4 spotkań weekendowych czy nawet 10, nie oznacza, że posiedliśmy wiedzę tajemną i teraz to tylko siać zboże i czekać, aż wzejdzie i zbierać plony. Takie szkolenie daje nam tylko podstawy i tu dopiero nasza przygoda psia się zaczyna.
Spróbuję wyjaśnić pewnego rodzaju EKLEKTYZM na podstawie bycia nauczycielem języka angielskiego.

Języka angielskiego do poziomu "biegły" uczymy się... hmmm (ja do dziś twierdzę, że mój angielski jest dobry, a polski na poziomie 4+) dajmy, że do poziomu Proficiency 5 lat. Aby dojść do tego poziomu w 5 lat, potrzebujemy pracować minimum 3 razy w tygodniu po 90 min. 

Jeśli wymyślimy sobie, że może by tak zostać lektorem, zaczynamy uczestnictwo w konferencjach metodycznych organizowanych przez organizacje czy wydawnictwa. Mija kolejny rok.
Ale zaczyna nam czegoś brakować - klient szuka nowych wyzwań, więc idziemy na roczny kurs metodyczny - lepiej rozumiemy system nauki, gramatykę, uczymy się jak uczyć. Kończymy kurs egzaminem i wprowadzamy nowe pomysły w życie. Mamy przynajmniej 7 lat naszej podstawowej edukacji.
Przybywa do nas klient uczący się metodą, której nie pochwalamy np. Sita - aby zrozumieć, co dzieje się w jego głowie, zgłębiamy tę metodę. 
Przychodzi klient, który uczył się metodą Callana - aby lepiej go zrozumieć, znowu uczymy się na czym polega ta metoda - a może nawet coś nam się w tej metodzie spodoba? Może wyjmiemy dla siebie wielokrotne powtórzenia i dodamy do swojej metody Nowaka:)

Metoda komunikacyjna - jeszcze do niedawna tak chwalona, również ma swoje braki - klient owszem mówi, jednak jego kompetencje gramatyczne nie należą do najlepszych. Ale mądry lektor Nowak zabierze sobie z tej metody coś co uważa, że pozwala klientowi mówić, a ulepszy gramatykę, np metodą gramatyczno-tłumaczeniową. 

W latach gdy uczyliśmy się angielskiego czy innego przedmiotu - każdy z nas dochodził do tego co ma dziś różnymi drogami, większość z nas szła torem edukacji tradycyjnej i każdy z nas co innego z tego wyniósł (lub też nie:))

Każdy z nas najpierw buduje swój FUNDAMENT - każdy z nas zna się na swojej robocie, jednak aby być lepszym, swój fundament rozbudowuje, interesując się swoją działką, pielęgnując  trawnik, nawożąc go, przycinając drzewka i składając cegiełki w całość.

Wracając do świata psów - przychodzi do nas klient - po szkoleniu tradycyjnym - spójrzmy na niego innymi oczami - klient był na tyle świadomy, że ZNALAZŁ sobie szkołę, klient nie zna się na organizacjach szkolących trenerów, nie wie co oferuje instytucja A czy B, czy C, zatem wybiera szkołę, która jest najbliżej jego miejsca zamieszkania, a do tego sąsiadka też tam chodziła. 
Klient ogląda programy i z Victorią i z Cezarem - pomimo notki - nie rób tego bez konsultacji ze specjalistą - klient robi to, tak samo jak bierze reklamowany lek, bez konsultacji nawet z ulotką. 
Klient kupuje również karmę reklamowaną często w telewizji i uważa, że tylko TA karma jest dobra, bo gdy przejdziemy się wzdłuż półek zwierzęcych w marketach, tylko ta karma jest dostępna.

Ja się cieszę, gdy przychodzi do mnie klient po szkoleniu tradycyjnym, tak samo jak nie oceniam klienta j. angielskiego, że kupił kurs SITA, tak samo nie oceniam, że pies chodzi w kolczatce, bo trener mu kazał. 
Dla mnie ten klient już jest na dobrej drodze ku uszczęśliwieniu siebie i psa, a moim zadaniem jest dowiedzieć się co do tej pory ćwiczył i jak. I tak samo jak muszę wiedzieć: co to SITA, tak samo muszę edukować się w kwestii użycia kolczatek i OE, aby wiedzieć co dzieje się z danym psem i jak mogę nad tym pracować. 
Boli mnie gdy oglądam programy Cesara, filmiki na you tube "jak nauczyć psa chodzić przy nodze używając kolczatki i smaczków", ale mam świadomość, że zanim klient trafił do mnie, na pewno oglądał te audycje.

Zatem uczmy się i wyciągajmy to co uważamy za najlepsze od polskich i zagranicznych ekspertów, ale twórzmy swoją drogę i do swojego fundamentu dokładajmy kolejne cegiełki i róbmy swoją markę - NowakABCZ.
Edukujmy klienta, a nie oceniajmy, pokazujmy jak składać puzzle, a gdy już ułoży swoją układankę pewnie wymyśli, że będzie trenerem:)))) Ale nadal to Nowak był jego inspiracją:)


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rzecz o posokowcach - problemach i najpiękniejszych wspólnych dniach

Las SENIORitas - o psim dojrzewaniu

MOC przywołania!