Tropienie pod Krakowem

Piątek
Po 8  godzinach jazdy autem, dotarłyśmy z Nelą do Bolesławia na warsztaty tropowe z Marią Kuncewicz organizowane przez Alteri, po drodze odwiedziłyśmy Łódź i Florka została z Sarą, a my dalej na południe.
Już od okolic Grudziądza temperatura zaczęła wzrastać od 9 u nas w wietrznym mieście, do 27 gdy przyjechałam na miejsce. Tak, tu jest ciepło...i kwiaty kwitną na krzakach...i jest zielona trawa!

Nieco spóźniona, głodna i myśląca tylko o czymś ciepłym do picia, weszłam od razu na zajęcia. Fajnie , widzę znajome twarze czyli Ilonę od Diesla, Asię od Astera i Dogadajcie się:)))
Diesel szuka Ilony
Spotkanie rozpoczęliśmy od teorii dla początkujących i uwypuklenia najważniejszego czynnika w tropieniu - wiatru, rozmawialiśmy o przedmiotach, zaznaczaniu oraz ustaleniu co będziemy jutro robić.

I tu pierwsze WIELKIE zaskoczenie - jest 19 psów na warsztatach!!! Dodam, że na warsztatach TROPOWYCH, podczas których prowadzący zajęcia musi się skupić na każdym psie indywidualnie!!!

Następnie udaliśmy się do swoich kwater i okazało się, że mój oddalony o 16 km pokoik znajduje się przy hodowli pstrąga i jest tu CUDOWNIE. Już dojeżdżając pomyślałam, że chyba zostaniemy tu jeden dzień dłużej:)

Sobota
Zajęcia rozpoczynamy od ćwiczeń z psami początkującymi, czyli poszukiwanie właściciela. Zarządzenie organizatora, aby nasze psy zostały w autach. Inne mogły indywidualnie pracować.
Temperatura wzrasta, więc zabieram Nelę na spacer, okolice są bajeczne, idealne na wakacje, odkrywam magię agroturystyki.
W końcu Nela wchodzi na ślad robiony przez Krzyśka (strasznie jej się wcześniej spodobał, stąd taki wybór pozoranta), Nela bez problemu go znajduje, obydwie jesteśmy zaskoczone, że ślad taki krótki i człowiek bezpośrednio przy drodze jest schowany za drzewem. Nela się nie cieszy - padają pytania - dlaczego się nie cieszy? Hmmm....bo to taki pies:) Tu zaczynają się rozmowy o zbieraniu przedmiotów na śladzie, ile szkół tyle opinii, my NIE zbieramy. Dyskusja dotyka też tego, że Nela nie cieszy się na widok człowieka...ten pies tak ma - robi swoje, zaznacza i pyta czy jestem zadowolona - a ja jestem:)
Kolejne godziny są coraz gorsze dla Neli, mamy obserwować jak pracują inni, a psy w autach...gorąco...do tego Nela nie je, ani nie pije, jest strajk i wyraźne - NIE.

Po południu robimy fajne ćwiczenie na odnalezienie siebie w przestrzeni, czyli gra w TU TU TAM TAM. Nagle się okazuje, że na polu jest więcej stokrotek niż przypuszczałam, ale swoje zaginione przedmioty odnajduję.

O 15 opuszczam grupę, bo Nela nie daje rady, jest plan powrotu na filmy wieczorem, ale wiem, że dla dobra psa, lepiej iść na spacer.
Kamyczek i widok na Pustynię Błędowską

No i poszłyśmy na Pustynię Błędowską - wiejskie burki błąkajace się po wsi i różne zapachy czyli maksymalne wzbogacanie środowiska:))) Ale Pustynia okazuje się fajnym miejscem na spacer i ruda się relaksuje, wracamy do naszego domu i idziemy spać.

Niedziela
O poranku poszukiwanie otwartego sklepu, żeby kupić sobie produkty śniadaniowe, ląduję w Olkuszu i tropię ŻABKĘ:)) Żabka obdarowuje nas bułeczkami, żółtym serem i wędliną.

Robię bułeczki, dwie zostawiam na później, ale okazało się, że nigdy nie kradnąca Nela dobiera się do serka i wędliny, zostawia banana i suche bułki:) Super:)

Ślady nadal robione są dla początkujących psów, wciąż na właścicielu, hmmm, tu już wielki kryzys, trzeba było Neli nie ciągać przez całą Polskę....

Nela dostaje szału w aucie, wyje, ciągle za ciepło, więc odłączamy się od grupy i idziemy z 'kaczkami' na spacer, lasy z górkami to tygrysy lubią najbardziej.
Kładziemy w końcu ślad Neli, pozoruje Ilona, bo Nela się z nią zaprzyjaźniła. Po zrobieniu śladu, Nela się nie cieszy na widok Ilony, dopiero po 3-4 minutach zaczyna się relaksować i podejmuje zabawę z Iloną, przedmiotów nadal nie ściągamy, co podnosi raban w grupie. Na temat podnoszenia czy nie podnoszenia mogę polemizować z Marią, która jest specjalistą w tej dziedzinie. I tylko z Marią. Jednak nie na śladzie, gdy pies pracuje i nauczony jest takiej, a nie innej pracy. 

Kończymy warsztaty, jedziemy do Krakowa odwiedzić smoka i rude 'kaczki' (czyli tollery), spacer, kolacja i tu jest naprawdę fajnie:)

Morał z 600 km jazdy do Bolesławia z psem: strata kasy (450 zł plus paliwo ok. 400 plus zakwaterowanie), energii i stres psa. Zatem jeśli już pojadę na jakieś semi, to bez psa. A koleżanka Ania mówiła w zeszłym roku, że z psem bez sensu na seminaria jeździć:)))

Czy warto? 








Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rzecz o posokowcach - problemach i najpiękniejszych wspólnych dniach

Las SENIORitas - o psim dojrzewaniu

MOC przywołania!