Mantrailing USA vs Europa, cz. 3 i ostatnia:)


No właśnie, czym jest mantrailing w Europie

Zacznijmy od naszych wykładowców, którzy uczyli nas mantrailingu podczas Międzynarodowego Seminarium Tropowego w Holandii.
Najbardziej doświadczonym prowadzącym był John Salem - emerytowany policjant, od 15 lat jest przewodnikiem psów tropiących i bierze udział w najtrudniejszych sprawach od poszukiwania zaginionych do spraw kryminalnych. Ma na koncie odnalezienie ok 1500 osób i specjalizuje się w pracy na twardych powierzchniach i w największych rozproszeniach. 


Jeff Schettler to jego uczeń, specjalizujący się w poszukiwaniu przestępców z podwyższonej grupy ryzyka, również emerytowany policjant i przewodnik psów pracujących. Jeff i John wprowadzili systemy oceny pracy psów tropiących w Stanach i w Europie. Obydwaj panowie obalają "mistycyzm" tropienia i chętnie dzielą się wiedzą.

Już od pierwszego spotkania widać było ogromną różnicę charakterów obydwu panów, John zachowuje spokój i jest oszczędny w ruchach i zbędnym gadaniu, Jeff to coach, trochę showman - ale w dobrym znaczeniu:), jednak obydwaj to kopalnia wiedzy

Postaram się nakreślić USA Mantrailing i przytoczę naszą rozmowę z Johnem podczas lunchu w restauracji.
Obecni: 2 Polki, 2 Niemki i 1 Holenderka.
Rozmowa rozpoczyna się od zdziwienia Johna, że w Holandii nie można mieć broni...
John - mieszkaniec Detroit - pyta z zaciekawieniem i lekką konsternacją: 
--- So, how do you protect yourself? (jak się bronicie?), what do you do if someone wants to kill you? (Co robicie jeśli ktoś chce Was zabić?)
My: 
---Eeee???
John: (chyba myśli, że nie zrozumiałyśmy po angielsku...) 
--- No wiecie, ktoś wchodzi do Was do domu i chce Was okraść czy zabić?

Z rozmowy wynika, że w Holandii jest podobne prawo jak w Polsce, czyli jeśli zrobisz złodziejowi krzywdę, to TWOJA wina... 
John patrzy na nas i pyta czy chociaż w obronie własnej możemy kogoś nożem ugodzić?
My: hmmmm....
John: Jak Wy tu żyjecie?

No właśnie, John nie mógł zrozumieć w jakim my tu świecie żyjemy, a my nie mogłyśmy zrozumieć tego, że każdy nosi broń w Detroit i są to różni ludzie, o różnym pochodzeniu, z różnymi pomysłami.

John nie chodzi z pieskiem szukać pani z Alzheimerem, czy zaginionego dziecka (choć niekiedy mu się to zdarzało), ale poszukuje przestępców, którzy przed chwilą dokonali egzekucji kilkunastu osób, albo osób chorych psychicznie, którzy okazuje się, że strzelają do niego, gdy dochodzi z psem. 
Tak, tak, ja wiem, że trudno to ogarnąć:) Nam też było trudno...
Ale stąd wiemy, dlaczego obydwaj panowie tak stawiają na czytanie psa na śladzie - bo jak źle odczytasz ruch psa, to Ciebie nie ma.
W Stanach, jak i europejskich ośrodkach - ćwiczy się Proximity Alert - czyli to, że pies już "MA" poszukiwanego człowieka - poprzez zajęcia w lesie i jeśli dojdziesz za blisko i nie odczytasz psa dostajesz kulkę. Nie..nie taką prawdziwą, ale PAINTBALLOWĄ:)
I nie! Nie dochodzi się z pieskiem do poszukiwanego, który daje nagródkę....

Obydwaj panowie w 99% czytają psa prawidłowo, od tego podczas realnej pracy zależy ich życie, Jeff na śladzie mówi co dokładnie się dzieje i po każdym śladzie robi podsumowanie pracy zespołu i swoistego rodzaju coaching - czyli co powinien zmienić przewodnik. 
John czeka (czasami bezskutecznie) aż przewodnik sam odczyta prawidłowo co mówi pies i zaufa mu. Podczas pracy treningowej obydwaj panowie NIE WIEDZĄ gdzie jest ślad. Oni nie muszą, psy im pokazują:)


Czym jest mantrailing w Europie?

W czystej postaci z jaką parają się panowie w Stanach to NIEEEE ma w Europie mantrailingu! 
W "bezpiecznej" Europie, - bo przecież w Europie jest megabezpiecznie, skoro chodzi się bez broni :)) - ośrodki szwajcarskie, niemieckie i austriackie przygotowują do realnej pracy w policji, która zazwyczaj poszukuje osób psychicznie chorych/chorujących na choroby nie pozwalające na lokalizację miejsca, w którym się znaleźli czy uniemożliwiające im powrót do domu/dzieci, które wyszły z domu/młodzieży, która ucieka z domu/zaginionych etc.

A czego się nauczyliśmy?
Prawidłowego podchodzenia do śladu, rozpoczynania i identyfikacji zapachu, CZYTANIA, CZYTANIA, CZYTANIA psa (nie, kulek nie było!), motywacji psa do pracy i pracy w rozproszeniach. 
A do tego Jeff patrzy na nas i mówi:
--- A po co Wy chcecie kłaść te przedmioty na śladzie? Żeby psu utrudnić? Bo zapach aż bije psu po "oczach"? Nie, to nie pomaga! Utrudnia! Zobaczcie ile zapachu uwalnia się z tej skarpety podczas 10 minut! przedmioty na śladzie to bzdura i na pewno nie jest to ani nagroda, ani ułatwienie!
I nagle słyszy przewodniczkę z psem, która "węszy nosem"...
--- A to Ty tropisz czy pies??? 

HA!!! To moje zdanie!!! To ja tak mówię do naszych kursantów!!!

Komentarze

  1. Ciekawe i zgadzam sie z przedmiotami w takim sensie, ze po co bawic sie w ich zaznaczanie. Strasznie zaciekawilo mnie to czytanie psa na sladzie, bardzo mi tego brakuje, ehh .. tak daleko:)
    A swoja droga nie zaluje, ze u nas nie trzeba chodzic z bronia po swiecie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na śladzie idę sobie za człowiekiem i mówię co się dzieje. No i na seminariach zawsze robimy zajęcia z czytania psa i ostatnio wożę kompa na zajęcia i od razu po śladzie oglądamy co było:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. W temacie przedmiotów na śladzie podzielam zdanie mojego psa :D
    Kurczę, nie wiedziałam, że prowadzący mają takie barwne życie...ale jakie to motywujące...źle odczytasz psa i po Tobie...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rzecz o posokowcach - problemach i najpiękniejszych wspólnych dniach

MOC przywołania!

O TRENINGU: W domu robi, ale na spacerze nie ma z nim kontaktu!