Psi nauczyciele


Od jakiegoś czasu zaglądając na większość psich stron, w zakładkach O NAS widuję ten sam wpis: "z psami jestem od dziecka", "psy towarzyszą mi odkąd byłem mały", "psy zawsze były w naszej rodzinie" - jakby samo posiadanie psa oznaczało wysokie kwalifikacje do wykonywania zawodu psiego szkoleniowca. 
A gdyby faktycznie tak było - prawie każdy z nas miał kiedyś psa, ale czy czegoś się od niego nauczył?
Perełka
Przeglądając stare zdjęcia wpadłam na Perełkę:)
Zatem dziś post o moich nauczycielach, psich nauczycielach, bez których nie byłoby mnie tu gdzie jestem. 

Czytając w prasie czy w internecie o pogryzieniach dzieci przez psy i kolejne ogłoszenia typu: oddam psa, ponieważ warczy na moje dziecko przypominają mi się moi pierwsi nauczyciele: Miśka i Kajtek oraz wpajanie zasad życia ze zwierzętami przez dziadków i rodziców.

Zacznijmy od genezy pobytu psów w naszej rodzinie i nakreślenia lekkiego zarysu tła naszego otoczenia.
Łąki, lasy, rzeczka, rodzina (babcie, dziadkowie, wujkowie, ciocie) mieszkają mniej więcej na tej samej ulicy, w odległości max 800 m od siebie.
Mieszkaliśmy z babcią i dziadkiem na samym końcu tej ulicy, gdzie dziś przebiega granica miasta, a wówczas była to wieś. 
Na 1200 m2 "ogrodu" dziadkowie uprawiali ziemniaki, porzeczki, agrest, truskawki...były kury, kaczki, gęsi, króliki, gołębie, świnka i cielak. 
Świnka i cielak pewnego dnia "zniknęły", podobnie jak "uciekały" króliki. Gdy masz 3-4 lata - zdecydowanie rodzice i dziadkowie Cię okłamują:)
W tym towarzystwie mieszkała czarna Miśka i podpalany Kajtek. Nikt wtedy nie myślał o cięciu jajek, zatem Kajtek był prawdziwym samcem z jajami, który "bywał" u nas w domu. 
Miśka mnie nie znosiła - co działo się zanim cokolwiek pamiętam tego NIE PAMIĘTAM, jednak wbiło mi się do głowy: MIŚKA mnie nie znosiła!
Mały szkrab wkurzający PANIĄ MIŚKĘ.
Kajtek był luzak, można było go zawsze dotykać i głaskać. Miśka na mój widok rezerwowała miejsce pod kanapą, Kajtek postanawiał, że da radę z małym śmierdzielem:)
Punia
Czego nauczyli mnie pierwsi, kórych pamiętam?
  • nie wyciągaj ręki do psa gdy JE
  • nie zabieraj psu jedzenia
  • nie dotykaj gdy śpi
  • nie budź psa
  • nie wchodź do jego posłania
  • gdy pies warczy, ostrzega Cię i NIE chce się z Tobą zadawać
  • nie wkładaj łap pod kanapę, bo Cię Miśka dziabnie
Gdy w wieku 5 lat pogryzła mnie matka mojego przyszłego psa (oczywiście u jednej z cioć) - NIKT nade mną nie rozpaczał, to była ewidentnie moja wina - nie biegaj przy suce, która niańczy młode. (a babcia mówiła, NIE BIEGAJ, bo suka się boi o swoje dzieci). 
Do dziś mam szramę na łydce, a przygoda ta nigdy nie zaważyła na moim stosunku do psów, oprócz tego, że nauczyłam się:
  • psy boją się o swoje szczeniaki, nie biegaj!
  • nie biegaj i nie piszcz przy psie
  • nie wyciągaj łapy do nieznanego psa
  • nie gap się na nieznanego psa
Berta
W tym samym czasie u drugiej babci mieszkała Perełka - Perełka żyła chyba ze "sto lat" - Perełka była wieczna, bowiem odeszła gdy byłam dorosła. 
Perełka nauczyła mnie, że psy jednak mają różne charaktery, nie zawsze warczą i kochają swojego właściciela ZAWSZE. 

Mniej więcej w wieku 5-6 lat przybyła do nas Saba - mała, czarna pinczerka, która podczas powrotu z przedszkola została potrącona i gdy miała rok od nas odeszła.

Czego się nauczyłam?
  • żeby nie puszczać psa przy ruchliwej ulicy (mama do dziś tacie to wypomina)
  • że psu można robić sztuczne oddychanie
  • że psa ratuje się za wszelką cenę (rodzice zrobili niezły imprinting:))
Kolejnym naszym (trochę babci) psem był Kubuś - też pinczer - Kubuś to idealny przykład niespełnionego i niezrozumianego psa, nienawidzącego miasta.
Dzisiaj wiem, że miał swoje dźwiękowe strachy i dziś też wiem, że pomysł, aby mieszkał u babci na działce (wsiomieście) był dla niego jedynym dobrym rozwiązaniem. Chociaż dzieciak tego nie rozumiał... Widywaliśmy się z babcią 2-3 razy w tygodniu, ale nadal MÓJ pies nie mieszkał z nami, choć zdecydowanie w porzeczkach było mu lepiej.
Astor

W 3 klasie przybywa do nas Berta - brązowa jamniczka - mama spapugowała po cioci rasę i imię i ruda mieszka wtedy już u nas aż 18 lat.
Ma ukochana, najlepsza, jedyna, NAJLEPSZA sucz:) 
W związku z faktem jej przybycia w wieku 2 miesięcy jako szczyl mama nauczyła mnie obsługi kuchenki gazowej (!!!).
No...trzeba było psu podgrzewać jedzenie w południe!
Jako dziecko z kluczem na szyi, wracałam po szkole i odgrzewałam psu obiad. Następnie na spacer do pobliskiego parku i tak ok. 17 przybywali rodzice.
Rodzice do dziś nie wiedzą, że 9-10 latka spacerowała do Parku Poniatowskiego oddalonego o 2 km od domu i spędzała tam DUŻO czasu, poznając panie, panów i wszystkie okoliczne psy.
Berta była przypadkowo MEGAzsocjalizowana. Wówczas nikt nie mówił o socjalizacji, pies był po prostu zabierany wszędzie, zdecydowanie mniej psy chodziły na smyczach i żaden z naszych psów nie miał problemów z innymi sukami czy samcami. Byliśmy też pierwsi, którzy sprzątali kupy po psie na wybetonowanym podwórku (lata 80, wyobrażacie sobie?:)))
Od Berty nauczyłam się:
  • polowania na myszy (prawdziwe myszy...i 2 szczury) - tak razem polowałyśmy, nie chcecie wiedzieć jak!
  • przeszukiwania pudeł, pokoi, samochodu ...
  • że szczeniak patrzy na ścianę i myśli: ta ściana daje jeść
  • gotowania dla psa przez 18 lat
  • RATOWANIA psa za wszelką cenę - ponieważ Bercina miała niewydolność oddechową i od 6 roku jej życia co jakiś czas lądowaliśmy u weta
  • żeby nauczyć psa NIEŁAPANIA os, much, pszczół
  • nie ucz psa SZCZEKANIA:)
Sami
Gdy Berta miała 4 lata, została mamutkiem 4 jamników - jedna z suczek została u nas czyli PUNIA - czarna jamnica. Najspokojniejszy pies świata uczący się ze mną do klasówek, testów, matury, egzaminów na studiach... aż pewnego dnia nie wraca ze spaceru porannego. Psy chodziły już wówczas z rodzicami do pracy - ja do szkoły, treningi, pracy...a jednak mimo to czułam, że coś się stało. W wieku 7 lat Punia pobiegła za kotem i o 4 rano wpadła pod jedyny, wolno jadący samochód.
Wtedy zawaliłam mój pierwszy egzamin na studiach. Z EKONOMII. Pani profesor rozumiała, wyła ze mną... 

Wtedy nauczyłam się, że:
  • nie ucz psa ganiania za zwierzętami, a nawet jeśli nie uczysz, to NIE pozwalaj
  • rodzice wyją z powodu braku psa bardziej niż TY...
  • w srogą zimę tata też wykopie dół, bo to jest członek naszej rodziny!
W czasach dwóch jamników oczywiście mieliśmy jeszcze jednego psa (dzisiaj patrzę na to, że jednak ta rodzina była DZIWNA) - Astora - czyli mieszkający u babci, a jednak nasz - Leonberger mix - czyli syn TEJ-KTÓRA-MNIE-POGRYZŁA-ZA-DZIECIAKA.
Astor miał być tym groźnym psem, owszem szczekał na posesji, a jak szliśmy na spacer, to już był przyjacielem świata:)
Czego nauczyłam się od Astorka?
  • że suki go nienawidziły i wisiały mu u kryzy, bo się podniecał na widok wszystkiego co się rusza
  • pies robi wszystko, żeby zwiać do suk na wsi
  • trzeba robić przywołanie
  • gdy pies ma problemy z trawieniem, należy to zdiagnozować i gotować tak, żeby nie bolał go brzuch (wtedy nie było suchych karm, ani dobrej diagnostyki weterynaryjnej, ale my byliśmy DZIWNI)
  • że pies niby ma swoje 1200 m2, a szczocha i kupsko robi TYLKO na łące :)))
  • codziennego wyprowadzania psa na spacer poza teren ogrodu, co dla młodzieży lat ok. 15 oznaczało podróż 1,5 h w jedną stronę do babci środkami komunikacji miejskiej, godzinny spacer i powrót do domu
Berta
Po odejściu Puni dzwonię po ogłoszeniach i 2 dni później nabywam czarną jamniczkę Sami (minus zarabiania pieniędzy przez dzieci:))) i przywożę do domu, ku zaskoczeniu rodziców. Ale ...hmmm... u nas pies nie był problemem:)
Sami to pies z problemami: lęk separacyjny (3 razy nowe drzwi...) i generalnie LĘKOWY (na stan dzisiejszej wiedzy), jej szczęściem była wyprowadzka rodziców na babciową działkę czyli sucz miała ciszę i spokój.
Była idealnym eksploratorem koszy na śmieci, toreb i złodziejem wszystkiego. Chodziła ze mną na wykłady, a szczególnie zapamiętał ją pan od informatyki ("Tylko PIES mnie słucha!!!")
W wieku ok. 4 lat dostała udaru i wtedy pojawiły się napady padaczki.
Rzuty były w najgorszym momencie 2-3 razy w tygodniu, jeździliśmy do weterynarza prawie codziennie - to z Bertą, która się dusiła, to z Sami, która miała tak ostre przebiegi epi. A jednak wet ustawił ją na lekach i dożyła 15 lat.
Czego dowiedziałam się od Sami?
  • mów do niej cicho - ona wszystko słyszy
  • pomiędzy blokami są jakieś dźwięki, których Ty nie słyszysz, ONA słyszy
  • nie zmuszaj do niczego, bo i tak NIC nie zrobi
  • rozwali Ci drzwi, niezależnie od tego co zostawisz jej w domu
  • jamnik skacze i rozwala świat na wysokości min 1,5 metra
  • jamnik nie zna słowa: zamknięte, czy ograniczone
  • pies czuje aurę i wie, że będzie atak epi, więc zapewnij mu jak najbezpieczniejszy kącik i BĄDŹ z psem
  • że idealnie psy RAZEM polują na kuny, myszy, szczury...
  • że suki to się aż tak bardzo razem nie lubią (no chyba, że polują)
Sami
Następnie przyszły czasy nowożytne - Samcia poznała Nelę, potem Sarę, Florkę.
Odeszła we śnie, po zjedzeniu śniadania, siusiu i poszła spać. 

Patrzę dziś na to co oferuje nam wspólczesny świat - dzieci nie znają zwierząt, boją się psów, rodzice nie pozwalają na kontakty z psami i kotami - psy są beee, gryzą, zabijają, a z drugiej strony niektórzy biorą pieska, "aby dziecko nauczyło się odpowiedzialności", dziecko nie wychodzi z psem, pies warczy - psa trzeba wyadopotwać.
I pragnę, aby rodzice pokazywali świat podobnie jak moi - zwierzęta z nami mieszkały, mieszkają i będą mieszkać i zróbmy dla nich wszystko, aby było IM z nami jak najlpiej.


Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rzecz o posokowcach - problemach i najpiękniejszych wspólnych dniach

Las SENIORitas - o psim dojrzewaniu

MOC przywołania!