Nie widzę, cz. 1

Odzyskuje humor:)
Historia jest i krótka i długa. 
I napisana po ochłonięciu - czyli 9 miesiącach.

Wrzesień 2017.
Po usunięciu pierwszej gałki ocznej zniszczonej przez jaskrę, był spokój.
Cisza.
Dziś wiem, że przed burzą.
Pewnego wieczoru, obejrzałam live'a wrocławskiej kliniki okulistycznej na FB, gdzie zadałam pytanie "jak często i jak dbamy o pozostałe oko po uprzednim usunięciu gałki?"
Po pierwszej operacji nie miałam żadnych zaleceń, żadnych kontroli drugiego oka, żadnych kropli etc.
Moje pytanie wydawało mi się trochę bez sensu, bo uważałam, że poprzedni lekarze wiedzieli co robią.
Jednak okazało się, że odpowiedź jest złożona, ale wynikało jedno: po enukleacji gałki ocznej zniszczonej jaskrą, należy często kontrolować ciśnienie w pozostałym oku i wprowadzić leki wspomagające drugie oko.
Byłam wściekła, że po lajwie dowiedziałam się więcej niż od lekarza prowadzącego.
Udało mi się zorganizować termin i wizytę we Wrocławiu i już wiedziałam, że jest źle - wąski kąt przesączania i poprzednie zachowania diagnozowane w kierunku zespołu przedsionkowego to już było to.
Jaskra dwa już nadchodziła. Chociaż myślałyśmy, że później.
Tydzień później oka nie było.
Podjęłyśmy ogromną walkę, przeprowadziłam się bliżej lekarzy do Łodzi, zaangażowana była dr Agata Grudzień z  Łodzi i dr Natalia Kucharczyk z Wrocławia.
Jaskra zaatakowała, ale Nela nadal widziała. 
Walczyłyśmy.

Agata rzucała pomysłami, ratowała, ciśnienie spadało, Nela widziała. 

Widać było, że oko reaguje na ruch i zmianę światła. Była nadzieja przez ponad tydzień.

Sterydy, sterydy i krople.

Na dzień przed zabiegiem laserowym we Wrocławiu, ciśnienie skoczyło nam do ponad 50.
To był koniec. 

Obijanie się o ściany, meble, ludzi, psy. 
Ogromny ból. 
Chowanie głowy. 
Ciągle skulona i spięta.
Do tego w wyniku mniejszej ilości ruchu, zmiany sekwencji ruchu i sterydów waga niezmiernie szybko poszła w górę. 

Zaczęły się problemy z aparatem ruchu. 
Tu ratowała nas dr Bocheńska - ratowaliśmy oko, biodra i obręcz barkową na raz.
PRP w bark, prochy, prochy i prochy. I czekanie.
Przeddzień operacji wyniki krwi dodatkowo mówią: niedoczynność tarczycy - wprowadzamy leki.
Zatem na raz mamy: problemy z poruszaniem się, wysoka waga, niedoczynność i walka o oko.

Po operacji nie było lepiej.
Było naprawdę źle.

Pojawił się najsłabszy element układanki.
Człowiek. JA.
Nie wytrzymywałam ciągłego jeżdżenia na trasie - Łódź - Wrocław, nie wytrzymywałam napięcia, jej bólu, jej piszczenia, jej nieogarnięcia, niegojenia się, ciągłej opuchlizny.
Ropień nr 3

Pierwsze trzy dni były krytyczne - oprócz załamania, mój mózg nie dawał rady z tym co widział.
Z psa łapiącego frisbee, piłeczki, patyczki, biegającego, sprawnego - nagle nie masz psa.
Siedzisz i wypytujesz wszystkich świętych jak psu pomóc.
Nikt nie wie.
Pomaga mi Ula, która ma niewidomą Bajkę. Trzyma mnie za kark i potrząsa za każdym razem jak mam dół.
Otrzymuję wsparcie od przyjaciół i nie jest to puste blabanie, ale potrząsanie i podejmowanie za mnie decyzji.

Rozmawiam kolejny raz z Deb Bauer - to autorka książek o niewidomych i niesłyszących psach w Stanach - jestem jej ogromnie wdzięczna, bo nie znając mnie - potrząsa mną, daje zadania, każe wykonywać i rozlicza.

Każdy wie, że muszę wejść w tryb pracy i robić zadania.
Nela się nie goi - 3 razy ropień, jeden z nich rozsadza aż szyję i bark, nocne wyprawy na dyżury - wszyscy nas znają - zmiany antybiotyków i STERYD, STERYD, STERYD.
Ponad miesiąc na sterydzie, antybiotykach. Mimo prebiotyków i probiotyków - biegunki i wymioty.

W końcu dochodzi zdrowotnie do siebie. Ja odzyskuję nadzieję. Pracujemy i robimy wszystkie zadania od Deb. Tryb pracy mnie uratował. I ona.

Ona była i jest silniejsza ode mnie.

Zaczyna się doprowadzanie Neli do wagi sprzed operacji - mamy 5 kg do przodu, wprowadzam nowy system żywienia, mamy prawie całkowity brak ruchu i tuptanie: tup tup. 
Wszystko powoli. 
Ale żyje!

Jeździmy na rehabilitację do Warszawy i Wrocławia. Fala i laser pomagają. 
Wychodzimy na prostą.
Kolejne PRP i po zakończeniu terapii wprowadzamy ćwiczenia na wzmocnienie obręczy barkowej i wydłużenie kroku. 
Nela nie biega sama z siebie, gdy chodzi, podnosi wysoko nogi, zmienia jej się system chodzenia - zatem zaczynam wprowadzać jej Cavaletti, krótkie sesje joggingu po gładkiej nawierzchni w interwałach.
Udaje nam się zejść z wagi, już nie jest spuchnięta, reguluje się tarczyca, biodra ładnie pracują, a przód ładnie się trzyma, nawet gdy ruch jest zmieniony.

Zaczyna się bawić, wraca na tron królowej i rządzi.

Zmienia się jednak zachowanie, przyzwyczajenia i formy zabawy
Zmienia się też nasz dom i moje przyzwyczajenia.
I o tym, napiszę w części 2.






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rzecz o posokowcach - problemach i najpiękniejszych wspólnych dniach

MOC przywołania!

Wyprzedzanie bodźca