Z ŻYCIA PSA TRENERA - gromadzenie bodźców w praktyce + mamy te same doświadczenia!

Zauważyłam ostatnio, że trener to taką wyrocznią jest, trener wie jak się w każdej sytuacji zachować, a pies trenera to w ogóle ŚWIĘTY jest.

Albo trenerowi to się w ogóle takie dziwne sytuacje nie zdarzają.

NIC BARDZIEJ MYLNEGO! NIC BARDZIEJ MYLNEGO! NIC BARDZIEJ MYLNEGO!

Trener = człowiek
Pies trenera = przeciętny pies

To zacznijmy od tego, czy trenerowi TAKIE sytuacje się nie zdarzają:)

W związku z tym, że zostałam zmuszona sytuacją, to odbyłam dzisiaj 30 minut osiedlowo-polnego spaceru z Bryzą.

Brynia wyszedł mega spokojny i co nam się zdarzyło od wyjścia: 
incydent 1 - chce wjechać w niego dziecko na czymś plastikowym w kształcie kaczki:)) i wpatruje się, 
incydent 2 - Bry robi KUPĘ, ja się zbieram do zbierania (ręka w woreczku i czekam), podchodzi do nas Pani, nachyla się nad psem i pyta co to za szelki, mąż tej pani w tej samej chwili odwraca się z dwoma psami w naszym kierunku, a jego psy wpatrują się frontalnie
incydent 3 - schodzimy wąskim przejściem, 3 schody i Państwo postanawiają, że oni z dwoma psami też się tam zmieszczą, Pani informuje mnie, że ten piesek bez smyczy chce się tylko bawić.
incydent 4 - przechodząc uliczką, spotykamy owczarkę, opiekunka każe psu siedzieć, sama skierowane ma ciało w naszym kierunku - oczywiście chwali psa za... wpatrywanie się w bodziec.

I NAJLEPSZA zasada:
ZARZĄDZANIE i PRZEWIDYWANIE RUCHÓW (PRZECIWNIKA:))

Do incydentu 1 - hasło CHODŹ i zmiana kierunku
Do incydentu 2 - powiedziałam Pani: proszę nie podchodzić - umiem to powiedzieć tak, że Panie/Panowie odchodzą i nie dyskutują - NAUCZ SIĘ TEGO!
Do incydentu 3 - zeszłam na bok, pomiędzy auta, bez dyskusji o psach lubiących zabawę
Do incydentu 4 - Bry tu już nie wytrzymał, było ciągnięcie (ale nie było wyskoku, MEGA PLUS!) - gdyby ten pies przechodził i normalnie poruszał się jego człowiek, to nawet by go nie zauważył, no ale..., poprosiłam Bry, aby przeszedł na IDZIEMY - słyszał mnie, mimo chęci wywalenia poprzednich incydentów na tego psa - a potem dużo sikania było 🙂

20 minut spaceru z Neską - podobna trasa, mniej uczęszczana, choć to dzisiaj było trudne.
Nesia nie lubi tłumów, nie lubi gwałtownych ruchów, nie lubi wpatrujących się psów, nie lubi wpatrujących się dzieci, blisko przejeżdżających aut, no wielu rzeczy nie lubi. 
Ale mnie słyszy.
Przy nachodzącym na nas buldożku (z pańcią), proszę ją o MASZ inaczej LAT (uczymy tego na kursie rezygnacji) - czyli idziemy na świadomej obserwacji psa, Nesa wie w jakiej odległości jest drugi pies - nie możemy zejść, bo nie ma miejsca, ale ona nauczyła się używać mnie jako bariery i idzie oddzielona od psa mną.

Co by było, gdyby piesek chciał się przywitać, bo lubi się bawić? 
Byłabym BARDZO asertywna.

Nesia sama reguluje sobie odległość od trudnych spraw, zwłaszcza od piszczących dzieci, które wg niej są nieprzewidywalne (MA RACJĘ :)) 
A gdy musimy przejść mostkiem, to a. czekamy wcześniej aż będzie mniej ludzi, b. czekamy aby nie było psa, c. Nesa nawet już idąc po mostku kontroluje odległość od ludzi poprzez łypanie na nich okiem, podczas WĘSZENIA.

Czy ja ją tego zarządzania nauczyłam?
NIE.
Ona mi pokazywała od początku czego się boi, jakie są jej rozwiązania, ja tylko obserwowałam i słuchałam jaki ona ma na to pomysł i NIGDY nie wpakowałam jej w sytuację, w której byłaby zmuszona do interakcji z dzieckiem, psem czy człowiekiem.
Owszem, nauczyłam ją haseł typu 'idziemy', jeśli ja widzę lepszą ścieżkę ewakuacji, ale powiem Wam z doświadczenia, że ona ma prawie 100% trafienie i WIE jak wyjść.

A tu mój artykuł na BLOGU, że wcale nie jest tak prosto trenerowi żyć z WIEDZĄ 🙂
https://bavariateam.blogspot.com/2019/05/klatwa-wiedzy.html

Podobało Ci się? Udostępnij, lajknij, zapisz w swojej kolekcji 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rzecz o posokowcach - problemach i najpiękniejszych wspólnych dniach

MOC przywołania!

Wyprzedzanie bodźca