Mantrailing bez przemocy... cz.2


Wciąż żyję pomysłami i systemem pracy podczas semi w Holandii, zatem dziś o 'przebudzonych' i 'ciumkających' czyli o psach żyjących i szkolonych bez przemocy.

Któż to przebudzeni? Przebudzeni to przewodnicy psów, którzy wcześniej pracowali metodami awersyjnymi, opierającymi się na teorii dominacji, zatem samiec alfa, aby nauczyć psa aportowania - wciskał psu aport do pyska, przyciskał i mówił: DOBRY PIES, to samo z dummy czy z bringselem. Bringsel to swojego rodzaju zawieszka przy obroży psa ratowniczego, pies poszukuje człowieka, gdy go znajdzie bierze bringsel w pysk i wraca do właściciela, sygnalizując w ten sposób odnalezienie poszukiwanego - stosuje się ten sposób zamiast szczekania, ponieważ niektórzy ludzie mogą bać się psa, który ich odnajdzie. Jednak po prowadzeniu psa metodami awersyjnymi wiele psów nie chce nic brać do pyska. Kolejny sposób awersji na śladzie to wciąganie na głowę psa torby z zapachem, "aby wdychał" - dwa psy, które poznaliśmy podczas warsztatów zaczęły się bać wszystkiego co przypominało szelest i wygląd torby plastikowej.

A zatem zaczynam od negatywów, aby pokazać co dzieje się z psem, który uczony był w ten sposób i nagle właściciel sprzeciwia się temu systemowi i odchodzi do innych metod.

Zacznę do wyjaśnienia "dlaczego ludzie zgadzają się na to"?
a. bo zawsze tak było
b. bo trener to autorytet
c. trener ma pokończone szkoły, kursy, etc
d. bo wszyscy tak robią
e. bo koleżanka poleca
f. bo to działa
g. bo w mojej grupie tak robią

Jedynym problemem, gdy przewodnik psa nagle BUDZI się, jest wyjście z grupy czasami rodzaju sekty, zrezygnowania ze starych przekonań, no i praca nad tym co zostało już "zepsute" u psa. Przede wszystkim więź i zaufanie zostały nadszarpnięte i tu osoby, które poznaliśmy miały ogromną ilość pracy do zrobienia.

"Ciukmający" - to osoby pracujące metodami pozytywnego wzmocnienia, na nagrodach i współpracy z człowiekiem.
Nie będę rzucać konkretnymi osobami, ale przypadkami:) 
Przypadek A - od torby na głowie i wciskaniu bringsela w pychol - właścicielka wyszła z grupy, "straciła przyjaciół", jednak zyskała najlepszego przyjaciela - swojego psa, nadal pies BOI się podejmowania decyzji na śladzie, jednak pracują nad tym. Pies zwiesza się przy trudnych sytuacjach i czasami prosi o pomoc, już prosi o pomoc. Boi się wystartować, zatem zmieniono system rozpoczynania poszukiwań, nie ma żadnych toreb, nic co szeleści, pozorant również musi zostawić coś neutralnego i zachowywać się w poinstruowany sposób, aby pies się nie bał. 
Podczas tropienia pies ma zmieniony system komunikowania się linką na śladzie oraz zakończenie, przede wszystkim, aby chciał pracować i nie bał się skończyć śladu. Pies bał się również sprawdzania boków, krzaków - bo wcześniej był mocno za to karcony. Dla mnie szczęściem tego psa, był sprzeciw Pańci i odejście od starej szkoły i otwarcie się na nowego trenera oraz zauważanie, że 'tak, pies pracuje lepiej'.

Przypadek 2 - jamniki, mogę napisać o tym przypadku, bo jest całkowicie pozytywny:) 
Panie z Niemiec mają 3 jamniki, specjalnie zabudowaną klatkę w aucie, aby psom było wygodnie i były bezpieczne podczas jazdy, a do tego szkolą pozytywnie. Widziałam 2 jamniki podczas pracy i każdy z nich uparcie dążył do celu na swoich krótkich nóżkach. Tak, jak wcześniej wspomniałam drugi dzień był makabrą tropieniową i jamniki były ściągane ze śladu, nawet gdy dobrze szły (co się potem okazywało) - ten dzień wg mnie było totalnym nieporozumieniem, przez co ucząc się na czyichś błędach można zorganizować semi idealne:) 
Ale wracając do pracy jamniorów - pies męczył się okrutnie idąc w wysokiej trawie i gdy ściągano go ze śladu, pańcia brała go na ręce i oszczędzała jego energię. Stawiała go w miejscu, gdzie pies wiedział gdzie jest i rozpoczynała ślad. Gdy pies się stresował dziewczyny robiły masaże i sztuczki. Dodatkowo jamniory miały zrobioną idealnie klatkę - wracały do auta i spały, nie zwracając uwagi na to, że stoimy obok i się chichramy.
Przypadek 3 - pani tollerowa. Oczywiście, że Ilona nie odpuściłaby sobie jakby nie znalazła i nie zapoznała się z panią tollerową - miałam wielką przyjemność widzieć pracę pani tollerowej dnia drugiego (dzień masakry:)) i to była jedyna osoba, która dała psu pić na śladzie, wiadomo było, że w pańci gotuje się, ale jednak nic po sobie nie pokazała i pracowała spokojnie z psem. 
Dopiero kolejnego dnia - dnia poprawy - toller miał okazję wykazać się, doskonale pracował i widać było ogromną różnicę pomiędzy jego pracą+jamniorów, a przypadkiem pierwszym. Nie bał się podejmować decyzji, sprawdzać trawników, pociągnąć, zawrócić, może i się pomylić, bo wiedział, że jego przewodnik mu ufa. Ach tu było widać, o co chodzi z tym zaufaniem i pracą z psem używając pozytywnego wzmocnienia.

A teraz przypadek 4 - pani rodezjanowo-dobermanowa w skrócie rodezjan:) 
Pies tak bardzo chciał pracować, że obszczekiwał swoją pańcię, oni tam pozwalają na takie zachowanie, my wolimy uspokoić psa przed śladem i wykorzystać jego skupienie w pracy. Rodezjan przeciągnął pańcię idealnie przez pola i doszedł do Henka w koszu na śmieci:) Ale każdą decyzję podejmował, wiedząc, że ma aprobatę swojej Pańci. Gdy doszedł do kosza na śmieci, obiegł go, wszedł na niego i próbował się dostać do pozoranta i nagle patrzy na swoją przewodniczkę i zaczyna szczekać: 'weź mi pomóż, nie mogę się tam dostać'. Bardzo duże zaufanie do ludzi pozwoliło psu pracować idealnie i z radością. Kolejny raz pies nie bał się porażki, bo jeśli nawet będzie, to co się może stać?

Przypadek 5+6 - flaty na śladach - czarny flat kochany przez swoją pańcię, pracował szybko i wydajnie,wiedząc, że robi to wspólnie ze swoją przewodniczką, podobnie brązowy miś (pani go strzyże, więc jego sierść jest przemiła w dotyku) najlepiej pracował podczas całych warsztatów.

Nie wiem czy teraz kogoś nie skrzywdzę z naszych 18 uczestników, ale to chyba wszystkie psy fajnie pracujące...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rzecz o posokowcach - problemach i najpiękniejszych wspólnych dniach

Las SENIORitas - o psim dojrzewaniu

MOC przywołania!